Alice, jej matka, przez chwilę nie odpowiadała. Nie wiedziała, co powiedzieć swojej córce, aby jej nie wystraszyć.
- Ona nie jest sobą- rzekła- Dużo się zmieniło od czasu śmierci jej rodziców.
Madelyn spojrzała na nią.
- A-ale... ona najpierw była normalna, a chwilę później zachowywała się tak, jakby mnie nie poznawała... Nie rozumiem tego.
- Mówię Ci, ona nie jest sobą. Zawsze taka jest.
- A więc... po co mnie tu ściągnęłaś?!
- Myślałam... myślałam, że jeśli pobędziesz z nia trochę... to zmieni się, nie będzie taka.
- Nie uda mi się odmienić jej w tak krótki czas.
Madelyn przyjechała tu na tydzień. Może nawet zostałaby na dłużej, lecz Kyofu wystraszyła ją. Coś z jej kuzynką było nie tak. Zawsze była miła, przyjacielska.... taka radosna, a teraz dość dziwnie się zachowała. Nie po to przyjeżdżała tu specjalnie z Ameryki, by teraz znosić to wszystko.
Rodzice Madelyn rozwiedli się, gdy ona była mała. Zdecydowano, że będzie opiekował się nią ojciec. Do swej matki nie przyjeżdżała, ze względu na duże odległości, choć czasem pisały do siebie listy. Madelyn nigdy nie zdecydowała się przyjechać, aż do teraz. Niestety, czekała ją niemiła niespodzianka w postaci zachowania kuzynki.
- Wyjeżdżam jutro- rzekła stanowczo Madelyn.
- Proszę, zostań chociaż pare dni- prosiła Alice
- Naprawdę... naprawdę sądzisz, że to coś da?
- Tak, tak właśnie myślę. Cóż, idę. Mam parę spraw do zrobienia.
Z tymi słowami Alice wyszła z gościnnego pokoju, zostawiając Madelyn wraz z jej wszelkimi wątpiwościami co do dłuższego pozostania.
"W sumie... w sumie to mogę zostać"- w myślach stwierdziła dziewczyna- "I tak nie mam nic roboty".
Podeszła do swojej torby i wyjęła z niej swoją ulubioną książkę- "Romeo i Julia". Czytała to już tysiące razy, jednak wciąż odkrywała ten dramat na nowo. Postanowiła jeszcze raz go przeczytać, mimo, iż w biblioteczce było mnóstwo innych książek. Jednakże nie otwarła książki, gdyż nagle otworzyły się drzwi.
- Mamo, co ty jeszcze...- spytała, lecz przerwała, widząc Kyofu. - Och... nie wiedziałam, że to ty, przepraszam.
Kyofu podeszła do zdziwionej Madelyn. Uśmiechała się.
- Wiesz co... to ja przepraszam.- rzekła, nieco ze skruchą.
Madelyn spojrzała na nią ze zdumieniem. Co się działo z jej kuzynką?!
- Nie powinnam tak do Ciebie się wyrażać... naprawdę przepraszam- dodała jeszcze Kyofu.
Jej kuzynka nie wiedziała co o tym myśleć. W sumie... w sumie to przeprosiła, więc jest OK.
- Kyofu...- zaczęła Madelyn.
- Tak?
- Czy... to znaczy... dlaczego taka byłaś?
Kyofu zamilczała, a uśmiech zniknął z jej twarzy. Westchnęła.
- Ja... wstyd mi to przyznać, ale czasem nie panuję nad sobą.- przyznała.
- Jak to?
- Czasem czuję się, jakby ktoś lub coś mną rządziło. To uczucie towarzyszy mi od czasu... wiesz, wypadku. Słyszę jakby t-taki głos. Zawsze podpowiada mi, bym była arogancka i egoistyczna, przynajmniej takie mam wrażenie.
Madelyn zdziwiła się. A może... może Kyofu była chora psychicznie? Zdarzają się i takie przypadki, więc to było całkiem możliwe.
- Mówiłaś o tym komuś?- spytała.
- Tak, mówiłam o tym Alice. Ale ona tylko powiedziała... żebym się tym nie przejmowała, żebym to ignorowała. Czasem to nie jest możliwe.
I, jakby czytając z myślach Madelyn, dodała:
- Nie jestem chora psychicznie. Czuję, że z moją świadomością jest wszystko dobrze, ale ... nie umiem przeciwstawić się temu... głosowi. To jakby syk, no w sumie nie wiem, jak to powiedzieć. Nie przejmuj się tym. I... nie zwracaj na to uwagi, jeśli znowu opanuje mnie ten dziwny "demon".
Madelyn zamyśliła się. Naprawdę dziwiło ją wielce to wszystko.
- A może chcesz iść do jakiegoś... księdza, czy coś... ?- zaproponowała.
- Ja jestem niewierząca.- rzekła stanowczo Kyofu.- Mam pomysł. Może... pójdziemy na wycieczkę konną... tak, jak kiedyś?
Przez chwile Madelyn wahała się. A co, jeśli w czasie tej wycieczki, Kyofu znowu straciłaby panowanie? To nie byłoby przyjemne. Ale mogłaby odnowić więzie rodzinne.
- Dobrze, możemy jechać- zgodziła się Madelyn.
-Świetnie. Jedziemy za pół godziny.- stwierdziła Kyofu i wyszła z pokoju.
_________________________________________________
Pozdrawiam,
Shiro.
