"Nie, to nie mogło się stać".
A jednak Kyofu zdążyła jeszcze zobaczyć, jak krzycząca postać spada z klifu i uderza o wystający z wody kamień. Woda zabarwiła się szkarłatną krwią, a dziewczyna zniknęła pod wodą, na pamiątkę zostawiając jedynie ślad na kamieniu.
Kyofu Sparaliżował ją strach. Ukryła twarz w rękach i gorzko zapłakała. Znowu to się zdarzyło. Znowu męczył ją ten dziwny głos. Tym razem miało to o wiele gorsze skutki. Życie straciła Madelyn. Jej kuzynka.
A myślała, że już będzie dobrze. Że razem wrócą do rezydencji i że spędzą jeszcze parę dni ze sobą. To nie tak miało wyglądać.
- Nie, nie, nie!- krzyczała Kyofu, wciąż niedowierzając. Spojrzała na ręcę. Były czerwone od jakiejś substancji. To krew. Znowu zamiast łez z oczu wypłynęły krople krwi.
- Madelyn...- szepnęła cicho. Skuliła się na ziemi, nie zwarzając na to, że się ubrudzi. To już nie było ważne. Uderzała pięściami o ziemię wciąż wykrzykując tylko jedno imię: Madelyn. Imię jej kuzynki, która straciła życie przez nią.
- Jestem... morderczynią.- powiedziała, jakby próbowała jeszcze bardziej dobitnie uświadomić sobie, ze zabiła kuzynkę. - Ona nie żyje... NIE!
"Dlaczego... dlaczego to się stało?!"
Wstała z ziemi. Spojrzała jeszcze raz na miejsce, w którym spadła Madelyn. Obróciła się.
- Muszę uciekać- rzekła i ruszyła lasem tam, gdzie zostawiła konia. Nagle potknęła się o wystający konar i rozdarła sobie sukienkę. Jednak podniosła się i nie zważając na ból pobiegła dalej, co chwilę się przewracając. Słońce już zaszło, więc widoczność była ograniczona. Gdy dotarła do konia, była cała ubrudzona od błota, a jej ubranie w wielu miejscach potargane.
- Muszę uciekać- powiedziała ponownie. "Boję się. Boję się. Nie chce już tu być"- myślała-"Nie chce pamiętać". Wsiadła na konia z trudem, gdyż jej nogi były całe w zadrapaniach. I ruszyła.
Podobno ma jakąś rodzinę w Silverhills. Tam się uda. Nikomu nic nie powie i nie skażą ją na śmierć. Nikt się nie dowie, a ona zapomni o wszystkim. Tak, to najlepsze wyjście z sytuacji. Będzie żyć normalnie.
Zaraz ogarnęły ją wątpliwości. Tu, gdzie mieszka, czyli Heathervalley, ludzie żyją jakby zacofani. Silverhills jest futurystycznym miastem na miarę XXI wieku. Powodem różnic czasu, w jakim ludzie żyją w danym miejscu, są nieudane eksperymenty podróży w czasie. To nie jest ta Ziemia, na jakiej żyjemy. Tu w jednym miejscu ludzie są na poziomie średniowiecza, a gdzie indziej latają kosmicznymi statkai. Różnice są ogromne. Ludzkość nie potrafi zatrzeć granic pomiędzy zacofaniem a technologią. Właśnie taką granicę miała przejść Kyofu. Słyszała, że są tam takie cuda, że niewielu tam przybyłych potrafi odnaleźć się w mieście przyszłości. Ale jedynie tam mogła się udać. To jej jedyna szansa na dalsze, godne życie.
Kyofu zawsze była dobra z geografii. Teraz wiedza którą zdobyła na prywatnych lekcjach ma się przydać w praktyce. Jednak była na to gotowa i skierowała konia na północ.
Właśnie zaczął się dla niej nowy etap życia.
czwartek, 10 lipca 2014
środa, 9 lipca 2014
Płacząca Krwią- Rozdział 3
"Nie mogę jej zawieść" - myślała Kyofu, wchodząc do stajni wraz z Madelyn - "Muszę jakoś przeciwstawić się tym wewnętrznym demonom". Na razie zachowywała spokój, lecz kto wie, co mogło się jeszcze zdarzyć? Bała się tego. Bała się, że może jakoś zaszkodzić swojej kuzynce, na dodatek całkiem nieświadomie. Osiodłała konia, spoglądając na Madelyn. Wyglądała na zaniepokojoną.
Kyofu westchnęła. Nie wiedziała, co się z nią dzieje. Dotąd mieszkała tylko z surową ciotką, która chyba nie przejmowała się psychiką siostrzenicy. A teraz przyjechała do niej kuzynka, której nie widziała od lat.
Wsiadła na swoją karą klacz. Spojrzała na Madelyn, która z trudem próbowała wspiąć się na koński grzbiet.
- Madelyn, już zapomniałaś jak się jeździ na koniu? -spytała Kyofu.
- N-nie, ale ten koń jakiś duży jest- stwierdziła Madelyn. W końcu wspięła się i usadowiła w siodle. - Możemy ruszać. Hm... znasz jakieś ciekawe miejsca, gdzie można pojechać?
Kyofu zamyśliła się chwilę. Ciekawe miejsca.
- Tak, znam. Możemy jechać nad jezioro.- zaproponowała.
- Dobrze!
. . .
Kiedy dotarły nad jezioro, było ono skąpane w promykach zachodzącego słońca. Kyofu zdziwiła się, że już wieczór, ale najwidoczniej w towarzystwie Madelyn dobrze się czuła. Po 10 minutach jazdy rozgadały się i nie były już takie spięte. Odnowiły się dawne więzi między nimi. Raz nawet, zdarzyło się, że Kyofu się zaśmiała. To był szczery, głośny śmiech, jakiego nie doświadczyła przez parę lat. Madelyn przestała się bać swojej kuzynki.
Zsiadły z koni. Madelyn przez chwilę zachwiała się, ale w końcu odzyskała równowagę.
- Jechać tyle czasu na koniu... to dziwne uczucie- stwierdziła i uśmiechnęła się. Spojrzała na jezioro- Jak tu pięknie!
Rzeczywiście, teren był cudowny. Zbiornik otoczony był lasem drzew iglastych. W tle majaczyły niewyraźne góry. Samo jezioro miało krystalicznie czystą wodę. To jest powód, dla którego Kyofu często odwiedzała to miejsce. Lubiła tu przebywać w samotności i kąpać się w zimnej wodzie jeziora.
Teraz też zdjęła swoje czarne baleriny, ozdobione kokardą i białe pończochy. Spojrzała na Madelyn- zrobiła to samo. Położyły buty na dużym, przybrzeżnym kamieniu i weszły do wody.
Przyjemny chłód ogarnął stopy Kyofu. "To naprawdę koi"- pomyślała i uśmiechnęła się. Chyba to jest szczęście. Być tu ze swoją kuzynką i spacerować na brzegu jeziora.
- Dlaczego się uśmiechasz pod nosem?- spytała nieco zaskoczona Madelyn, widząc zagadkowy uśmiech u Kyofu.
- Och, nie ważne. Chyba czuję się szczęśliwa.
- To chyba dobrze?- spytała Madelyn również uśmiechając się.
- Madelyn... znam jeszcze jedno miejsce, gdzie mogłybyśmy pójść.- zaproponowała Kyofu.- Widzisz ten klif?
Wskazała ręką przed siebie. Drugi brzeg jeziora był wysokim i rozległym klifem, również zadrzewionym.
- Tak... tam chcesz iść? - spytała Madelyn.
- Tak, właśnie tam. Chodźmy, zanim zajdzie słońce!
Wyszły z wody i ubrały swoje buty. Kyofu spojrzała na stojące obok dwie klacze. Wyglądały na dosyć spokojne.
- Może zostawimy tu konie?- spytała Kyofu. - Potem po nie wrócimy...
- Dobrze- przytaknęła Madelyn.
Pobiegły przez las w stronę klifu. Przez całą drogę trzymały się za ręce. "Tak, jestem tego pewna. To jest właśnie szczęście"- pomyślała Kyofu.
- To tu- rzekła, gdy wybiegły z lasu. Rozciągał się przed nimi cudowny widok na całą okolicę. Madelyn puściła swoją kuzynkę i podeszła na sam szczyt klifu.
- Jak tu wysoko...- zauważyła ze zdumieniem.
- Pięknie, prawda?
Przez chwilę przyglądały się krajobrazowi z zachwytem. "Dobrze, że jednak Madelyn przyjechała"- pomyślała Kyofu. Spojrzała na nią. Madelyn zrobiła jeszcze jeden krok w stronę krawędzi skały.
- Madelyn, nie jesteś za blisko przepaści?- spytała Kyofu. Nagle poczuła pulsowanie w głowie. Wszystko, co widziała, nagle zrobiło się szare. "O nie..."- pomyślała. Znowu ten głos... ten syk...
"Otóż to, jest za blisko...".
- Kyofu?- spytała zdumiona Madelyn. - Wszystko w porządku?
"...Masz okazję..."
- Nie! Nie! Nie!- Kyofu zaczęła krzyczeć. Znowu to samo... znowu zaczęły męczyć ją dziwne głosy... do czego one ją namawiają?
- Kyofu, co się dzieje?!- spytała Madelyn, przerażona.
"... Zrób to... spraw, by jej tu nie było..."
- Nie zrobię tego!- krzyczała Kyofu. - Madelyn!
"Zrób to... zrób to..."- słyszała syk, coraz głośniejszy.
- Nie!
"... zrób to... zabij ją!"
Ruszyła do przodu, błyskawicznie pokonując dystans dzielący ją od Madelyn.
- Kyofu?- zdążyła jeszcze powiedzieć, zanim jej kuzynka zrzuciła ją z klifu.
"Doskonale. W końcu chyba imię 'Kyofu' znaczy strach, prawda?".
Kyofu westchnęła. Nie wiedziała, co się z nią dzieje. Dotąd mieszkała tylko z surową ciotką, która chyba nie przejmowała się psychiką siostrzenicy. A teraz przyjechała do niej kuzynka, której nie widziała od lat.
Wsiadła na swoją karą klacz. Spojrzała na Madelyn, która z trudem próbowała wspiąć się na koński grzbiet.
- Madelyn, już zapomniałaś jak się jeździ na koniu? -spytała Kyofu.
- N-nie, ale ten koń jakiś duży jest- stwierdziła Madelyn. W końcu wspięła się i usadowiła w siodle. - Możemy ruszać. Hm... znasz jakieś ciekawe miejsca, gdzie można pojechać?
Kyofu zamyśliła się chwilę. Ciekawe miejsca.
- Tak, znam. Możemy jechać nad jezioro.- zaproponowała.
- Dobrze!
. . .
Kiedy dotarły nad jezioro, było ono skąpane w promykach zachodzącego słońca. Kyofu zdziwiła się, że już wieczór, ale najwidoczniej w towarzystwie Madelyn dobrze się czuła. Po 10 minutach jazdy rozgadały się i nie były już takie spięte. Odnowiły się dawne więzi między nimi. Raz nawet, zdarzyło się, że Kyofu się zaśmiała. To był szczery, głośny śmiech, jakiego nie doświadczyła przez parę lat. Madelyn przestała się bać swojej kuzynki.
Zsiadły z koni. Madelyn przez chwilę zachwiała się, ale w końcu odzyskała równowagę.
- Jechać tyle czasu na koniu... to dziwne uczucie- stwierdziła i uśmiechnęła się. Spojrzała na jezioro- Jak tu pięknie!
Rzeczywiście, teren był cudowny. Zbiornik otoczony był lasem drzew iglastych. W tle majaczyły niewyraźne góry. Samo jezioro miało krystalicznie czystą wodę. To jest powód, dla którego Kyofu często odwiedzała to miejsce. Lubiła tu przebywać w samotności i kąpać się w zimnej wodzie jeziora.
Teraz też zdjęła swoje czarne baleriny, ozdobione kokardą i białe pończochy. Spojrzała na Madelyn- zrobiła to samo. Położyły buty na dużym, przybrzeżnym kamieniu i weszły do wody.
Przyjemny chłód ogarnął stopy Kyofu. "To naprawdę koi"- pomyślała i uśmiechnęła się. Chyba to jest szczęście. Być tu ze swoją kuzynką i spacerować na brzegu jeziora.
- Dlaczego się uśmiechasz pod nosem?- spytała nieco zaskoczona Madelyn, widząc zagadkowy uśmiech u Kyofu.
- Och, nie ważne. Chyba czuję się szczęśliwa.
- To chyba dobrze?- spytała Madelyn również uśmiechając się.
- Madelyn... znam jeszcze jedno miejsce, gdzie mogłybyśmy pójść.- zaproponowała Kyofu.- Widzisz ten klif?
Wskazała ręką przed siebie. Drugi brzeg jeziora był wysokim i rozległym klifem, również zadrzewionym.
- Tak... tam chcesz iść? - spytała Madelyn.
- Tak, właśnie tam. Chodźmy, zanim zajdzie słońce!
Wyszły z wody i ubrały swoje buty. Kyofu spojrzała na stojące obok dwie klacze. Wyglądały na dosyć spokojne.
- Może zostawimy tu konie?- spytała Kyofu. - Potem po nie wrócimy...
- Dobrze- przytaknęła Madelyn.
Pobiegły przez las w stronę klifu. Przez całą drogę trzymały się za ręce. "Tak, jestem tego pewna. To jest właśnie szczęście"- pomyślała Kyofu.
- To tu- rzekła, gdy wybiegły z lasu. Rozciągał się przed nimi cudowny widok na całą okolicę. Madelyn puściła swoją kuzynkę i podeszła na sam szczyt klifu.
- Jak tu wysoko...- zauważyła ze zdumieniem.
- Pięknie, prawda?
Przez chwilę przyglądały się krajobrazowi z zachwytem. "Dobrze, że jednak Madelyn przyjechała"- pomyślała Kyofu. Spojrzała na nią. Madelyn zrobiła jeszcze jeden krok w stronę krawędzi skały.
- Madelyn, nie jesteś za blisko przepaści?- spytała Kyofu. Nagle poczuła pulsowanie w głowie. Wszystko, co widziała, nagle zrobiło się szare. "O nie..."- pomyślała. Znowu ten głos... ten syk...
"Otóż to, jest za blisko...".
- Kyofu?- spytała zdumiona Madelyn. - Wszystko w porządku?
"...Masz okazję..."
- Nie! Nie! Nie!- Kyofu zaczęła krzyczeć. Znowu to samo... znowu zaczęły męczyć ją dziwne głosy... do czego one ją namawiają?
- Kyofu, co się dzieje?!- spytała Madelyn, przerażona.
"... Zrób to... spraw, by jej tu nie było..."
- Nie zrobię tego!- krzyczała Kyofu. - Madelyn!
"Zrób to... zrób to..."- słyszała syk, coraz głośniejszy.
- Nie!
"... zrób to... zabij ją!"
Ruszyła do przodu, błyskawicznie pokonując dystans dzielący ją od Madelyn.
- Kyofu?- zdążyła jeszcze powiedzieć, zanim jej kuzynka zrzuciła ją z klifu.
"Doskonale. W końcu chyba imię 'Kyofu' znaczy strach, prawda?".
Subskrybuj:
Komentarze (Atom)